2008-02-02 01:02:47 >>
Dziękuje
Nauczyles mnie patrzec w niebo,
pokazales, ze moge ujrzec tam
cos wiecej niz tylko srebrne,
sklebione obloki.
Ujrzalam tam marzenia.
Przekonales, ze warto walczyc o sny,
nawet te odlegle.
Wytlumaczyles mi, ze to co nazywalam
kolorem, bylo tylko stalowa szaroscia.
Pokazales mi prawdziwe barwy swiata.
Tchneles zycie w to wszystko, co wydawalo
sie nie byc martwe.
Wlales w moje serce milosc, w rece dales przyjazn
i obdarzyles mnie radoscia.
Sprawiles, ze potrafie bezgranicznie ufac,
szalenie kochac i gleboko wierzyc.
Zabrales mnie tam, gdzie wschodzi slonce,
wolniej plynie czas, szczesciu nic nie grozi
a pustka nie istnieje.
I tylko nie wiem jak to sie stalo, ze nie nauczyles
mnie mowic dziekuje.
Robertowi G
skomentuj (1)
2008-01-31 00:44:02 >>
Niech Ci dupe urwie...(Jeden z welu dni spędzonych w Policach)
Są takie wieczory starego roku, które doprowadzały nas do totalnego poruszenia, niekoniecznie duchowego czy emocjonalnego. Nam zdarza się to notorycznie.
Stwierdziliśmy z Sisi, że musimy iść do sklepu po jedzenie, chleb, jedzenie i coś jeszcze. Zeszliśmy więc do sklepu naprzeciwko i kulturalnie podchodzimy do kasy, z pełnym elokwencji i czaru uśmiechem odzywam się.
- Dzień dobry, yy... poproszę olej i yy... chleb, mleko... papierosy...
Pani kasjerka rolkowym suwem przesuwała się od półki do półki.
- Czy coś jeszcze?
Zerknąłem na Sisi, ta tylko wzruszyła ramionami.
- Yhm to musztardę.
Pani sięgnęła do półki.
- A jaką?
- No byle jaką byle by ostrą.
Kasjerka się spojrzała na mnie znacząco
- To dam panu Piekielną mwahahaha - tutaj zapisano autentyczny śmiech szalonej sprzedawczyni.
Sisi opadła szczęka, obydwoje wytrzeszczyliśmy oczy, zapłaciłem i wychodzimy.
Jeszcze stanąłem w podwójnych drzwiach, wyciągnąłem tą musztardę:
- To dam panu Piekielną mwahahahaha dupe Panu urwie.
skomentuj (2)
2008-01-30 23:49:43 >>
Freedom
skomentuj (0)
2008-01-28 20:05:55 >>
....~~*OCZKO*~~....
W ostatnią sobotę wyprawiłam w końcu moje urodzinki w Hormonie. Miało być bardzo fajnie, ale było zajebiście. Przyszli wszyscy ci ludzie których tak bardzo kocham. Doris przyciągneła swoich rodziców co było dla mnie wielkim zaskoczeniem i zajebistym prezentem. Ale najważniejsze jest to że wszyscy sie świetnie bawili. Była moja kofana Doda razem z Avi, był Robert :* i nawet Karol przyszedł. Nie wiem jak to wszystko opisać, było wspaniale. To zdecydowanie były moje najlepsze urodzinki. A największym prezentem jaki dostałam, był fakt, że miałam wszystkich których kocham w miesjcu które uwielbiam na raz, i przyszli tam dla mnie :D. Jeszcze nigdy nie dostałam tyle szczęścia na raz. Oszalałam. Taka porcja szczęścia wręcz mnie rozpiera. Dziękuje wam za to że jesteście ze mną w tych i innych chwilach mojego życia, kocham was.
skomentuj (4)
2008-01-18 00:17:05 >>
Pragnienia
Często jest tak, że czegoś bardzo chcemy, ale niestety nie zawsze okazuje sie to takim jakim myśleliśmy. Przez pewien czas bardzo chciałam samotności, chciałam pozostać wolna, móc w końcu być niezależna i robić co mi sie podoba. W końcu jednak zrozumiałam swoję błędy, ale wiem, że wina leży po obu stronach. Od wczoraj jestem wolna, niby tylko czasowo, bo przecież to niby przerwa. Jednak wolność nie ma takiego smaku jaki sobie wyobrażałam. Nie jest mi źle, może nawet okaże sie, że bedzie nam tak lepiej, że tak powinno być, ale na razie jest dziwnie. Może dlatego, że wszystko stało sie tak naturalnie i spokojnie, nagle staliśmy się przyjaciółmi. Mam nadzieję, że jemu nie jest z tym źle. Z reszta to była jego inicjatywa. Mi na pewno nie jest źle. Wiem, że zawsze moge na niego liczyć, ale już nigdy nie bedzie tak samo. Jeśli kiedyś będziemy razem, wierzę w to, że nie popełnimy tych strasznych błędów raz jeszcze. Że zaczniemy wszystko budować od nowa. A jeśli tak już ma zostać, jeśli mamy być tylko przyjaciółmi, mam nadzieję, że przyjaźń ta bedzie szczera i czysta. Oraz, że każde z nas bedzie szczęśliwe.
skomentuj (1)
2008-01-13 22:26:25 >>
Czy aby na pewno tylko sen??
...Twoje piękne oczy, jak bezdenne jeziora, mogłabym sie w nich utopić. Coś mówi mi, że chce sie w nie patrzeć, tak bez końca. Twój wzrok przyciąga, jakby w oczach twych ukryta była jakaś magiczna, wielka siła. Czuje jak moja ręka delikatnie dotyka twojego nadgarstka, jest taki ciepły, czuje jak bije ci serce. Słysze nasze oddechy. Te usta, takie ciepłe i miękkie, delikatne i spokojne. Chce więcej, jednak chyba boje się sięgnąć. Twoja smukła dłoń dotyka teraz mojego biodra, a moja twojej twarzy. Serce bije mi jak oszalałe. Rozpinasz moją koszule, delikatnie całujesz moje piersi. Teraz ja zdejmuje z ciebie ten obcisły podkoszulek. Twoje ciało jest takie ciepłe, czuje jego zapach. Chwilę później trzymasz mnie już całą w swoich silnych ramionach, obejmuje twoje biodra swoimi nogami. Wcześniej sielnie stłumiony obraz otaczającego nas świata teraz przestaje już istnieć. Jesteśmy tylko my, nasze ciała, serca i twój zapach. Jeszcze nigdy nie było mi tak dobrze...
skomentuj (0)
2008-01-11 00:06:39 >>
Życia sens...
Po założeniu konta na nasza klasa nagle okazało sie że ludzie wcale tak szybko nie zapominają tego co było kiedyś, bardzo mnie to cieszy. Kiedy patrze na zdjęcia swoich znajomych z podstawówki mysle sobie o tym jak to było kiedyś, kiedy byliśmy bandą rozwrzeszczanych gówniarzy. I niemoge sie nadziwiś jak my cholernie wyrośliśmy. To prawie tak jak patrześ na swoje dorastające dzieci. Bardzo miłe uczucie. To jest chyba jedna z tych rzeczy dla których warto żyć. Dzięki koncie na tej stronie moge też podglądać swoich byłych uczniów, patrzeć jak sobie radzą i co robią. To kolejne bardzo miłe uczucie dla którego warto żyć. Oczywiście najważniejsi w życiu są przyjaciele. Jestem niesamowicie szczęśliwa, że mam kogoś takiego jak ROBAK, DODA czy MARCELA. Bez nich nie byłabym tym kim jestem i moje życie byłoby smutne i szare. Kocham te wszystkie chwile które spędziliśmy razem, które dały nam tyle szczęścia a czasami łeż. I choć nie zawsze było pięknie łatwo i słodko to stwierdzam, że to wszystko tylko nas wzmocniło i sprawiło że jesteśmy dla siebie tacy ważni. Oni są moim MISSISSIPI ( dobra tego możecie nie zrozumieć) są jak nadzieja, jak światełko w tunelu, gorące słońce i usiana kwiatami łąka w maju. Są czymś za co jestem gotowa bez wachania umrzeć, poświęcić sie, są ważniejsi od miłości bo miłość to trwanie w niepewności a przyjaźń to poczucie bezpieczeństwa. A swoją drogą to takie niesamowicie dziwne, że ludzie których często poznajemy przez największy przypadek, nagle bez żadnych większych uzasadnień stają sie tak cholernie ważni. Ale to zdecydowanie wspaniałe. I to jest sens życia, przejść je razem z nimi :)
skomentuj (2)
2008-01-05 17:25:57 >>
05.01.2008
Ostatnio długo mnie tu nie było, ale nie zapomniałam o istnieniu tego bloga w mojej rzeczywistości. W ciągu tych kilku miesięcy wiele sie wydażyło i zmieniło. Odbyły się The Tall Ships' Races które były dla mnie nie zwykłym zlotem żaglowców ale wielką przygodą, za równo na lądzie jak i na wodzie. Odkryłam, że takie życie na jachcie jest na prawde interesujące, ciężkie ale daje wiele takiej dziwnej przyjemności i satysfakcji, a dzielenie się tym co się przeżyło na nawet małej jednostce jest ogromnie przyjemne. To podobne uczucie do dzielenia się wiedzą. Albatros którym płyneliśmy to bardzo mała jednostka ale zasługuje na szacunek, choć może nie jest jakoś specjalnie imponuący. Przeżyliśmy ogromny jakdla tak małej jednostki sztorm na zalewie, nauczyło mnie to pokory, woda jest jednak wielkim nieokiełznanym żywiołem, ale choć wieu ludzi tak uważa to uczucie poznają tlko ci którzy się topili, przeżyli przygode pod żaglami lub poświęcili się morzu. Są takie momęty w czasie sztormu kiedy przechył jednostki jest tak ogromny, że wydaje ci się że to już koniec, i już prawie masz wyskoczyć aby nie zatonąć razem z jachtem ale jednak tego nie robisz, walczysz o tą jednostkę razm z resztą załogi, to niesamowicie zbiliża i męczy. (Tak zwane jednostki niezatapialne wcale nie są niezatapialne, mogą wyrzymać ogromne przechyły, ale kiedy naleje się troszke więcej wody pod pokład to już jest koniec, nie da się uratować takiej łodzi a jedyne wyjście to skakać do wody i modlić się o siłe do walki z falami i kawałek jakiejś bojki która pomoże ci to przetrwać do momętu aż ktoś was urauje albo sie wszystko uspokoi.) Właśnie ten stres w trakcie takiej przygdy, ilość wysiłku i brak snu wlewają nagle w człowieka tyle szacunku i zacieśniają więzy między ludzmi. Moge nawet stwierdzić, że dopuki ktoś nie przeżyje takiej przygody razem ze mną jest mi obcy ponieważ ludzi poznaje się właśnie w sytuacji wielkiego stresu i zagrożenia życia, kiedy serce wyrywa się z klatki piersiowej i żadne działanienie nie jest poprzedzone mysleniem a to z prostego powodu, nie ma na to czasu. Jachty są wspaniałe, nawet te ak małe jak Albatros, ale zdecydowanie trzeba w niedługim czasie zapanować nieco dłuższą i większą przygode na znacznie większej międzynarodowej jednostce, myśle że dopiero tam sprawdze się pod kątem nabytych umiejętności i zobacze na ile mnie stać jak silna jestem. Po za tym to też uczy odpowiedzialności. A jeśli chodzi o ogromne jednostki takie jak na przykład Marangos lub inne statki przemysłowo-handlowe, one też sa wspaniałe a życie na takim statku niewiele się różni od życia na jachcie. Wiem, że to może brzmieć głupio bo przecież nawet nie zamierzam oddać swojej przyszłości morzu ale jednak coś w tym jest, może siedzi we mnie duch Szczecina??Raczej na pewno, mieszkam tu od urodzenia, żyje razem z tym miastem, choć wielokrotnie je opuszczałam, ale to coś zostaje, Taka magia portu o poranku kiedy wszystko się budzi i choć nie jest tam pachnąco i czysto to ma to swoją wielką nieopisaną magię. Ten specyficzny zgiełk tego miejsca w którym praca nigdy się nie kończy tylko zasypia kiedy przychodz noc podczas której albo ludzie się bawą albo śpią. Martwi mnie tylko to, że Szczecin jako ogromne miasto portowe nie wykożystuje nawet połowy swoich możliwości i ciągle nam w nim czegoś brakuje, ciągle jesteśmy niezadowoleni, ale potrafimy okazać to wielkie uczucie które w nas śpi w takich momętach jak zlot żaglowców. I choć dalej jestem ciekawa świata i chce wiele zwiedzić i się nauczyć to bede tu wracać. A z drugiej strony jest wiele takich pięknych miejsc które mamy na wyciągnięcie ręki a wcale ich nie widzimy, ja odkryłam Police ale to kolejna długa historia zdecydowanie nie na dzisiaj. Odkryłam też wiele innych rzeczy jak na przykład siłę przyjaźni, w którą nigdy nie wątpłam ale nie miałam tez pojęcia że jest tak nieopisanie wielka i bezwzględna. Doszłam też do wniosku, może nieco smutnego dla niektórych, ale przyjaźń jest dla mnie znacznie większą wartością niż milość, choć przyjaźń to też miłośc ale inna. Kochać oznacza trwać w niepewności a przyjaźnić się doznawać poczucia bezpieczeństwa. I właśnie to jest takie wspaniałe, bezpieczeństwo i pewność że nigdy się nie zostanie samemu. Odkryłam też znaczenie słowa dom. Dom to nie ściany i okna ale ludzie który go tworzą i to ci ludzie są domem i rodziną za razem i to oni nadają specyficzną atmosfere niektórym pomieszczenią a my całkiem mylnie nazywamy miejsca domem zamiast nazywać tak ludzi. Innymi słowy dom to ludzie którzy sprawiają że w każdym miejsu jesteśmy w stanie poczuć się dobrze, zapomnieć o tym co nas męczy i świetnie się bawić.
skomentuj (1)
2007-07-12 01:03:01 >>
Złośliwość rzeczy martwych?? Ależ nie, tylko ci się tak wydaje.
Zastanawialiście się kiedyś nad złośliwością rzeczy martwych?? Ja ostatnio tak. Jakoś tak się dziwnie składa że postanowiłam przejść na dietkę, a dokładniej odrzuciłam ze swojego codziennego pożywienia tłuszcze zwierzęce i słodycze, będę je spożywać tylko w niedziele w kontrolowanych ilościach. Nie jest to dla mnie wielkim bólem bo lubie warzywa i owoce a ostatnio polubiłam gotowanie, a może po prostu zrozumiałam o co w nim chodzi, i często eksperymentuje w kuchni z dobrym skutkiem. Ale ponieważ mój organizm jak i kubki smakowe były bardzo przyzwyczajone do mięsa przez pierwsze trzy dni dosłownie mnie trzęsło, ze słodyczami poszło mi łatwiej i to o wiele, nigdy mi na nich nie zależało. Złośliwość rzeczy martwych polega na tym że za każdym razem kiedy przechodzę na inną dietę w telewizji muszą reklamować pyszne mięsko albo słodycze. Przerzucasz kanały i widzisz, jogurcik, ciasteczka, żelki, kucharza krojącego mięso, panierkę do mięsa, widelce lub inne sztućce rozmawiające o pulpetach a na koniec się jeszcze pytają, a może budyń??
Oszaleć można, a z drugiej strony ćwiczyć wole.
Ale oczywiście nie ma lekko, akurat kiedy przejdziesz na dietę teściowa musi zrobić twoje ulubione zraziki, kumpela kiedy do niej wpadasz szama pizze a na domiar złego matce coś odbiło i kupiła 20 pączków. Super nie?? Gdyby jeszcze mamuś się wysiliła i je porządnie schowała tak żeby nie kusiło, ale po co?? Można je przecież włożyć do szafki do której zaglądasz średnio 5 razy dziennie. W sumie wychodzi na to że mogłaby je wypakować i położyć mi na biurku w pokoju.
Szczerze mówiąc teraz po kilku dniach już na mnie to wszystko nie działa, uodporniłam się na moje szczęście, do momentu w którym któraś z kochanych koleżanek nie doinformuje się i zaprosi mnie na pyszne ciasto, serniczek, raffaello lub ciasteczko tortowe.
A co gorsze to jest całkiem możliwe :/
skomentuj (0)
2006-12-04 23:53:46 >>
Wielka tęsknota...
Dzisiaj po raz kolejny wspominałam stare dobre czasy, mam na myśli te spędzone w liceum. Wtedy to było coś. Zawsze można było się powygłupiać, nie miało się żadnych zobowiązań a żeby nie zdać to trzeba było na prawde nic nie robić. A zdecydowanie najlepsza była 3 klasa, mimo stresu związanego z maturą. Teraz to już nie jest to samo. Na studiach nie można nic nie robić a wrecz przeciwnie trzeba robić wiele, tylko jest znacznie ciężej i czasami najlepsze starania nic nie daja. Minusem chodzenia do liceum było tylko to że nie można mieć stałej pracy, na to pozwoliły mi studia ale nie wiem czy tak do końca było warto. Jedno jest pewne, nie da się powrócić do tamtych czasów. Nie można powtórzyć studniówki, ucieczek z lekcji, moich urodzin spędzonych z dziewczynami w Niemczech, patrzenia jak Ula uczy kogoś jeździć i wielu innych rzeczy. Były oczywiście mniej przyjemne momenty, ale gdyby wszystko było do końca takie proste i piękne to byłoby nienormalne. Studia nie są złe ale to zdecydowanie nie to samo. Mogę zawsze pofazować z Dzidkiem albo z Robakiem ale to nie jest nawet namiastka tego co robiło się w liceum. O ile gimnazjum nie było fajne, było dziwaczne człowiek nie wiedział czego chce i na czym stoi tak liceum było czymś wspaniałym. Moja jedyna rada dla młodszych niż ja: zanim pójdziecie na studia uświadomcie sobie że te 3 lub 4 ostatnie lata to najpiękniejsze lata waszego życia a będzie wam łatwiej. Ja uświadomiłam to sobie dzięki mojemu kochanemu Pawłowi i nie było tak źle a teraz bardzo tesknie i jak odwiedzam szkołe i patrze na niezadowolone twarze młodszych znajomych to myślę sobie: zrozumiecie piękno tych lat kiedy ten okres w waszym życiu okaże się księgą zamknięta i wtedy pożałujecie i zatęsknicie. Ja żałuje tylko jednego, że ten czas przeleciał tak szybko. I już smutno mi było kiedy nas młodsze klasy żegnały ale teraz to już całkiem. Tęsknie nawet za wiecznie krzycząca panią od polskiego za panią od matmy która mówiła do mnie w dziwnym języku i na dodatek o dziwnych rzeczach za panią od rosyjskiego też mogę tesknić, no i oczywiście za moja wychowawczynią której należa się wielkie podziękowania. Jak ta wspaniała kobieta mogła z nami wytrzymać 3 lata? Ale jakoś to zrobiła a to równoznaczne z dokonaniem cudu. Na tym chyba zakończę moją notkę. Może da ona komuś troche do myślenia.
skomentuj (0)
2006-10-24 00:39:01 >>
Kolejny etap życia...
Piszę tę notkę po raz 2 bo kiedy ja już zakończyłam to z jakiś mnie wyjaśnionych powodów nie została ona zapisana na moim blogu, co mnie potwornie zirytowało. Jednak musze się nauczyć radzić z nerwami. Więc postanowiłam zacząć jeszcze raz.
Całkiem niedawno uświadomiłam sobie, że rozpoczęłam kolejny etap w swoim życiu. Tylko nie wiem jak go nazwać, nie jest to bycie dorosłym bo kiedy się jest dorosłym można się spokojnie samemu utrzymać a ja nie jestem w stanie i przyznaje się otwarcie, że gdyby nie pomoc moich rodziców to bym chyba zginęła. Nazwijmy ten etap okresem przejściowym w którym człowiek uczy się sobie radzić i wkracza w dorosłość i samodzielność.
Całkiem inaczej wyobrażałam sobie ten okres w moim życiu. Raczej studia kojarzyły mi się z dobrą zabawą, natomiast praca z satysfakcją i pieniędzmi. Jednak z praca jest ciężko wiec będąc w moim wieku nie można na wiele liczyć. Cieszę się że w ogóle mam pracę. Pracuje w Tesco i wcale nie zamierzam tego ukrywać i nie uważam aby to był jakiś wstyd, a niektórzy tak twierdzą. Jednak moja praca nie daje mi ani satysfakcji ani godziwych pieniędzy. Nie spodziewałam się kokosów ale pracując na najwiekszym dziale w całym sklepie w dodatku dziale któremu brakuje pracowników powinni nas znacznie bardziej doceniać.
Jeżeli chodzi o szkołe to ni mogę przywyknąć do kilku rzeczy które sa raczej normalne na studiach zaocznych. Przede wszystkim to jak często mamy robione egzaminy, moim zdaniem zdecydowanie za często ale niech im będzie, druga rzecz to akt, że chozę do grupy z osobami które często same są już nauczycielami i są odemnie o wiele starsi tymczasem ja siedzę z nimi w ławce i mówię do nich na ty. Jednak najgorszy jest brak czasu. Pracując na pełny etat i chodząc w weekendy do szkoły nie ma się na nic czasu. Wstaje się rano i biegnie się do roboty a w piątki po robocie do szkoły w sobote jest tylko szkoła ale od świtu do zmierzchu a w niedziele po szkole nocna zmiana. Kiedy wracam do domu czeka na mnie szereg innych rzeczy do zrobienia i też szereg pokus. Musze się pouczyć wyjść z psem wypadało by też porozmawiać z rodzicami i conieco im pomóc w obowiązkach domowych bo przecież nie można być takim wielkim pasożytem co traktuje dom jak hotel. Ale po pewnym czasie takiego ciągłego biegu ma się już tego dosyć, jest się po prostu zmęczonym. Organizm zaczyna odmawiać posłuszeństwa co objawia się na przykład przysypianiem w najmniej odpowiednich miejscach. Mimo to w pracy oczekują od ciebie coraz to więcej w szkole coraz więcej zadają a w domu chcą żebyś spędzał więcej czasu z nimi. Masz ciągłe uczucie stania pomiędzy młotem a kowadłem. Nie umiesz się całkowicie przystosować do nowego trybu życia. Z resztą nie z tym ci się ono dotychczas kojarzyło, miałeś kompletnie inne wyobrażenie. Ponadto pojawiają się takie problemy jak przewlekły, chroniczny i niezapobiegalny brak gotówki i wzrost wydatków. Na razie jeszcze jakoś ciągniesz i tylko słyszysz jak cie zewsząd chwalą, jaka to ty jesteś dzielna, zapobiegawcza i ułożona bo tak doskonale sobie ze wszystkim radzisz, tymczasem w twojej głowie siedzi tylko myśl o tym aby to się kiedyś nie zawaliło, zastanawiasz się czy nie przeceniłaś swoich zdolności i możliwości jeśli chodzi o odporność psychofizyczną, ale nie cofniesz się już bo jest zdecydowanie za późno. Wcale sobie tego tak nie wyobrażałam! Ale może to tylko moja wina bo nie zawsze stąpam realnie po ziemi? A może wszystko powinnam zwalić na system polityczny który uniemożliwia mi normalne życie? A może tak ma być? Ciężko mi to powiedzieć. Jestem pewna że nie mam już siły ale będę musiała przez to przebrnąć. Więc musze sobie mówić że dam rade i dokładnie to samo powiem wszystkim innym którzy mają taki bądź podobny problem. I być może powinnam zrobić w tym momencie krótki bilans życia tak jak jeden mój kolega ale nie zrobię tego a przynajmniej nie dzisiaj, nie jestem na to gotowa nie chce dowiedzieć się że się zestarzałam i nie chce przekonać się że tęsknie za liceum bardziej niż mi się wdaje, nie chce tym razem siebie okłamywać ani łudzić się nadzieją wole żyć w nieświadomości a co ma być to będzie i za to będę dziękować Bogu. Tak jest o wiele weselej i kiedy coś est nie przewidziane choć z punktu widzenia całkiem logiczne czuje się całkiem lepiej bo mam jakąś niespodziankę. Może do czasu moich 20 urodzin coś się zmieni, coś co pozwoli mi żyć wygodniej, mieć więcej czasu dla siebie. Właśnie to mnie pociesza i sprawia, że każdego dnia jestem w stanie się uśmiechnąć i wierzyć że to właśnie dziś spotka mnie coś niesamowitego!
skomentuj (0)
2005-12-17 00:04:23 >>
*
Dobra noc
To taka gdy
Moją kołdrą
Jesteś Ty
Lekko dmuchasz na mój kark
Dobranoc mój miły
Dla mnie obiad lepszy jest
Gdy go ze mną razem zjesz
Może śmieszne ale wiem
Smakuje Tobie lepiej też
Teraz zrozumiałam coś
Coś co wpływa na jakość życia
Kochać mogę całą krwią
Rozumem mogę swobodnie oddychać
Z Tobą uczę cieszyć się
Każdą prostą czynnością życiową
Ale wiedz że umiem też
Całkiem sama iść swoją drogą
Całkiem sama...
Kocham Cię...
*
After the sundown the same midnight comes around.
Wish U could hear my lovely Lullaby.
So many things still depend on our sences,
How much more help would bring you my presence?
I wish you could hear my lovely lullaby.
Like silent clouds your thoughts just pass U by.
How much more help would bring you my presence?
All answers are hidden in blessings of patience..
Like silent clouds your thoughts just pass you by.
This is your song if your dream is mine..
All answers are hidden in blessings of patience
( that's right)
This is your song if your dream is mine.
I run thgrought the rain.
Those raindrops make you shine.
So fragile your life is like burning insence,
Come feel each moment untill the esence..
I run throught the rain ( those raindrops make U shine)
Reflecting the lights ( of infinitive stars )
I'm that orange moon that looks at your face.
I wish U were with me - the same time, the same place
*
You asked me boy 'bout my inspirations
You won't be suprised If I tell ya
What I write I comes from my emotions
From my fear, my love wide as ocean
From your side Your warmth and touching feeling
From Your smile, Your absence always killin'
From whole life, from all strange situations
From my people, from all my education
From home, from streets
For money, for free
From You, from Him
From everything
From books from God
From mummy, from dad
And I'm still glad
That I can see that
From home, from streets
For money, for free
From You, from Him
From everything
From books, from God
From mummy, from dad
And I'm still glad
That I can see that
They ask me 'bout all my secret feelings
Don't ask 'bout songs and their meanings
What If I stop talking let You listen
That all I sing comes
From home, from streets
For money, for free
From You, from Him
From everything
From books from God
From mummy, from dad
And I'm still glad
(That I can see that)
From home, from streets
For money, for free
From You, from Him
From everything
From books from
From mummy, from
And I'm still glad
You have to know I have to tell ya that
I'm gonna change, but real me is what You got
My heart is with You, I put trust in You
The truth is, that if You say one word
That I'll feel it
and I'll write it
and I will sing it
But it's not the same
How You feel it
and How I write it
and how I sing it
If the words are goin' wrong
And I'll change them
And so my songs won't be the same
And if one day we'll meet
You'll find Your place, that gives all my face
That you make me unforgettable
Yes You make me unforgettable
Yes You make me unforgettable
Unforgettable
Yes You make me unforgettable
Unforgettabl e
Unforgettable
Yes You make me unforgettable..
skomentuj (2)
2005-11-19 21:08:51 >>
*My inspirations*
Czekasz na tę jedną chwilę,
serce jak szalone bije,
zrozumiałem po co zyję,
wiem że czujesz to co ja.
Ej za krótko trwa godzina,
niech się chwila ta zatrzyma,
swoim szczęściem chcę nakarmić,
calutki świat zdziwiony tak.
Wielka miłość nie wybiera,
czy jej chcemy nie pyta nas wcale,
wielka miłośc wielka siła zostaniemy jej wierni na zawsze.
Miną lata gwiazdy zgasna,
fotografie w głowie zasną,
gdy nas ludzka złość rozłaczy,
ja i tak odnajdę Cię,
kiedy rozum kaze zwątpić,
czekaj zadrzy swiecy płomień,
bo po drugiej rzeki stronie,
ja dobrze wiem tam ogród jest.
Wielka miłość nie wybiera,
czy jej chcemy nie pyta nas wcale,
wielka miłośc wielka siła zostaniemy jej wierni na zawsze.
*
my immortal
i'm so tired of being here
suppressed by all of my childish fears
and if you have to leave
i wish that you would just leave
because your presence still lingers here
and it won't leave me alone
these wounds won't seem to heal
this pain is just too real
there's just too much that time cannot erase
when you cried i'd wipe away all of your tears
when you'd scream i'd fight away all of your fears
and i've held your hand through all of these years
but you still have all of me
you used to captivate me
by your resonating light
but now i'm bound by the life you left behind
your face it haunts my once pleasant dreams
your voice it chased away all the sanity in me
these wounds won't seem to heal
this pain is just too real
there's just too much that time cannot erase
when you cried i'd wipe away all of your tears
when you'd scream i'd fight away all of your fears
and i've held your hand through all of these years
but you still have all of me
i've tried so hard to tell myself that you're gone
and though you're still with me
i've been alone all along
skomentuj (0)